Dzieciństwo...
W dzieciństwie nigdy nie doznawałam miłości...
bynajmniej tego nie pamiętam...
od kiedy pamiętam, matka była zajęta pracą, a jak miałam 10 lat wyszła za mąż, wyprowadziłam się do Chorzowa z matką, „nową” siostrą i ojczymem... Wtedy było jeszcze gorzej.. Matka zauważała tylko swojego męża i moją „nową” siostrę...
Żal mnie ściskał, gdy moja mama nie zwracała na mnie uwagi.... zostałam pozostawiona sama sobie.. ojczym udawał jakby mnie w ogóle nie było.. jak bym nie istniała.. zauważał mnie tylko wtedy, gdy miałam posprzątać, pozmywać, ugotować obiad... Tylko do tego byłam potrzebna... matki tygodniami nie było w domu, gdyż pracowała jeszcze w Żorach, w mieście,w którym mieszkaliśmy poprzednio... w Chorzowie nie znalazła jeszcze nowej pracy.... Tak więc od poniedziałku do piątku byłam sama w domu z ojczymem i siostrą... Gdy matka znalazła w końcu pracę w Chorzowie, też nic z niej nie miałam, gdyż pracowała na 14.00 do 22.00-23.00... a do południa ja byłam w szkole... Największy problem pojawia się gdy ja dorosłam, zaczęłam niestosownie odpowiadać na zaczepki ojczyma... zaczyna się koszmar... Awantura była o wszystko.. potrafił o każdą głupotę się przyczepić... Jest mistrzem w manipulowaniu ludźmi i molestowaniu ich psychicznie... Teraz gdy na przestrzeni czasu zastanawiałam się co zrobiłam nie tak... doszłam do wniosku, że zwyczajnie to z nim jest coś nie tak... gdy whodził do domu z pracy, ja siedziałam zamknięta w swoim pokoju i trzęsłam się ze strachu, czy znów będzie mnie męczył o coś... zbierałam myśli zastanawiając się czy na pewno wszystko zrobiłam.. czy żadna szklanka nie została na stole... czy umyłam swój kubek po herbacie, czy zupa nie jest za słona... Tak mijał każdy dzień...
Jednak z tych dni jeden był najokrutniejszy... w końcu nie wytrzymałam tego napięcia w domu i gdy on kazał mi się uczyć, twierdząc, że:”jestem tępakiem”(pomimo, że zawsze miałam 5 a jak dostawałam 4 to był jakiś wyjątek), powiedziałam mu, że nie jest moim ojcem i nie będzie mi rozkazywał... on wtedy zaczął mi grozić, że powie mamie jaka ja jestem zła, niedobra i mama odda mnie do poprawczaka...(tak naprawdę w życiu nic złego nie zrobiłam-bo jak- strach zżerał mi całe życie). Jedyną moją wadą jest to, że jestem osobą impulsywną, mówiącą wszystko co mi ślina na język przyniesie... powiedziałam mu, że to ja wszystko powiem co on robi i, że on ze wstydu schowa się pod stół... Wtedy jakby jakiś demon w niego skoczył... widziałam tylko jego usta.... otwierające się szeroko i wypuszczające pienistą ślinę, jak pies, który ma wściekliznę... nie słyszałam nic.. żadnego krzyku.... tylko tę pianę w ustach i moje zbyt szybko poruszające się serce wewnątrz mnie... Po chwili ON złapał mnie za szyję i rzucił na lóżko... siedząc na mnie ściskał moją szyję... czułam jak tracę oddech... po chwili mnie puścił... prawą rękę złożył w pięść i uderzył mnie w twarz.... zszedł ze mnie i wychodząc z mojego pokoju pogroził mi, że jak coś komuś powiem, to będę tego żałować... nie czułam bólu... tylko ulgę, że już sobie poszedł...
... czekałam na mamę, aż wróci z pracy... chciałam jej wszystko opowiedzieć... poprosić, żeby mi pomogła...miałam nadzieję, że to coś da, że w końcu mi uwierzy...(często mówiłam mamie, że ojczym źle mnie traktuje, a ona mnie zbywała mówiąc, że go nie lubię i dlatego tak mówię.... że jestem egoistką, myślę tylko o sobie, że jestem zazdrosna, że nie jest tylko moja... płakałam...). Jednak, gdy mama wróciła do domu ON już stał w drzwiach czule ją witając i patrząc zza ramienia , czy przypadkiem nie idę do mamy się poskarżyć... wróciłam do swojego pokoju i zasnęłam.. rano, przed wyjściem do szkoły pokazałam mamie mojego siniaka pod okiem i powiedziałam co się stało... jednak matka powiedziała mi, że na pewno pobiłam się w szkole z jakąś koleżanką... to był dla mnie ogromny cios... własna matka mi nie wierzy... to komu mam się zwierzyć...? Czułam się osamotniona.... idąc do szkoły zastanawiałam się co zrobić... Postanowiłam pojechać do babci i jej wszystko opowiedzieć... Gdy babcia ujrzała mnie w drzwiach.. krzyczała dlaczego do niej przyjechałam, a nie poszłam do szkoły... Zazęłam jej wszystko opowiadać ... babcia ze łzami w oczach powiedziała, że od nowego roku będę mieszkała u niej.. pojechała ze mną do domu... Mama, Ojczym, Babcia i Dziadek bardzo długo się kłócili... znów źle się czułam, bo byłam powodem tej kłótni... jednak byłam szczęśliwa, że jeszcze tylko 3 miesiące tu pobędę i gdy będę mieszkać z babcią uspokoję się...
2006-12-20 ~...Zawsze inna... Ja...~
skomentuj (0)